Żar

Nikt nie mógł przewidzieć, co uwolnimy, gdy portal się rozerwie. Byliśmy tylko fizykami. Dziewięć do piątki w firmowych fartuchach laboratoryjnych. Czterech śmiertelników napędzanych ludzką potrzebą odkrywania. Zrozumieć. Wiedzieć.

Kłopot z wiedzą? Nie można nie wiedzieć.

Konsekwencje nie miały wpływu na równania nabazgrane na białych tablicach wiszących za nami na drugim końcu wyłożonej płytkami komory. Nigdy nie zastanawialiśmy się, co by się stało, gdybyśmy odnieśli sukces, pochłonięci wyłącznie celem, który to zrobimy. Matematyka może być niezwykle dokładna — poszukiwanie uniwersalnej prawdy ukrytej pod symbolami i logiką — ale świat, który otworzyliśmy, nie przestrzegał takich zasad.

Osłoniłem oczy. Wszyscy to zrobiliśmy, gdy blask z owalu przetworników nasilił się, skupiliśmy się do wewnątrz. Czasoprzestrzeń migotała, wypaczając się, a potem rozrywając, wieczną czernią niczym nieodblaskowe lustro zasłaniające lodowoniebieskie płytki ścienne za platformą. Akcelerator po naszej prawej stronie brzęczał i pulsował, miłosiernie trzymając nity. Moja ręka znalazła dłoń Zeke’a, splotłyśmy palce i ścisnęłam. Jego druga ręka zawisła nad przyciskiem STOP, który odciął zasilanie.

Z nicości uformowały się pomarańczowe plamki. Żary przemykają i zderzają się w wirującym, chaotycznym pokazie ruchów Browna. Rosły, rozjaśniały się, odbijając światła pasów nad nami, ale też zaczynały generować własne światło. Marmolada i żużel szafranu miotały się tam iz powrotem z prędkością świetlika, stopniowo tworząc solidny kształt. Humanoidalny. Nagi. Jego zapadnięte oczy zaczęły przybierać olśniewający szmaragd, głowa powoli unosiła się, by na mnie spojrzeć. Przeze mnie.

Opadła mi szczęka. Był piękny. Rzeźbiona doskonałość. Żylaste ramiona, mięśnie falujące, gdy żar nadal budował solidne mięśnie piersiowe, wyrzeźbiony brzuch i apetyczny kutas, zwisający między jędrnymi udami.

Poczucie winy ujawniło się, że tak łatwo go narysować. Gryzłem, dopóki nie spojrzałem na Zeke, podobnie oczarowany: „Woah. Ona jest piękna”.

Sprawdź:   Kurs szkoleniowy

Zwracając moją uwagę z powrotem na nagiego mężczyznę, spojrzałam ponownie. „Uch, Ona?”

– Tak – wydyszał. “Zdecydowanie Ona.”

Nie miałam szansy się zastanowić. Te oczy wbiły się we mnie, gdy istota szła naprzód i mnie całowała. Boże, on mnie pocałował. Moja ręka wypadła z uścisku Zeke’a i byłam pochłonięta, zmysły zapalały się szybko po sobie.

W jakiś sposób smakował światłem, badając język z intensywnością wolframowego włókna. Praktycznie zapomniałam mojego imienia, gdy jego dłonie wędrowały po moim ciele, wciągając mnie w uścisk. Zapach moreli płynął, mieszając się z moją Ô de Lancôme.

Nasze wydechy splotły się, a ja na próbę zbadałam falujące mięśnie pod jego łopatkami, z każdą sekundą stając się śmielsze, wtapiając się w niego, gdy jego dłonie rozpinały każdy popper obok mojej plakietki z imieniem. Jego usta zajęły moją szyję, dłonie ciągnęły za ubranie, uwalniając miękkie piersi i mocno ściskając.

Przesunąłem dłonią po jego torsie, podziwiając miękkie włosy prowadzące do vee nad jego pachwiną i rosnącą męskość, gorące w moim uścisku. Zawijając wokół niego palce, gładziłem jego trzon, aż w pełni stwardniał.

Moja głowa opadła, gdy uszczypnął mnie w sutki i ugryzł w szyję. Przez na wpół przykryte pożądanie, przyłapałam Zeke’a przykucniętego przy stole warsztatowym, z ramionami zahaczonymi o przesuwający się żar, który przypominał uda, i językiem smagającym ich zbieżność. Za nim uklękła Deanna, wciągając snop czystego, pomarańczowego światła.

Mocne dłonie unoszące moją grafitową ołówkową spódnicę ponownie mnie skupiły. Grube palce wbiły się w moje majtki i znalazły nieoczekiwaną wilgoć, odciągając na bok lepki klin i wsuwając się głęboko. Zatraciłam się w doznaniach, jego palce nabierały tempa, gdy ociekałam dla niego.

Sapnęłam i owinęłam ramiona wokół jego ciała, gdy wycofywał się, by chwycić mnie za pupę. Potem znalazłem się w powietrzu, cofnąłem się i przygniótłem do tablicy. Uniosłem ręce nad głowę i chwyciłem jej krawędź, krzycząc na ukłucie jego zębów zatopionych wokół sutka.

Sprawdź:   Kanapka

Jego wspaniały kutas trącił moją łechtaczkę, przesunął się na południe do mojego wejścia i zostałam bezceremonialnie przebita. Pieprzony. Zniszczony. Splądrował i walił moją nienasyconą cipkę, podczas gdy ja smarowałam nasze równania tyłem łopoczącego fartucha.

Gdy zbliżał się punkt kulminacyjny, podobne zwierzęce krzyki i westchnienia moich kolegów odbiły się echem w komorze. Zacisnęłam biodra i jechałam na niesamowitym ogniu mężczyzny, waląc i pulsując wałem, gdy puściłam deskę, bezbronna, wpatrując się w jego czarujące oczy. Szmaragdy błyszczały. Oświetlony. Ogień szalał, a mój orgazm wyprzedził przerażający obraz mojego ciała czerniejącego, idealnej skóry kapiącej z mojego szkieletu, gdy zanurzył się głęboko, pompując, jęcząc do pokoju.

Pochłonęło mnie ciepło. Tyle ciepła. Moja wizja płynęła w blasku oszałamiającego uwolnienia, gdy pomarańczowe plamki oderwały się od mojej skóry i zawirowały do ​​komory. Skupiłam się na pokoju i zdałam sobie sprawę, że nie jestem sama. Moja drużyna płonęła podobnie, ciało topiło się, zapalało i rozpadało się na popiół, gdy westchnienia słabnącej namiętności ustępowały miejsca krzykom przerażenia.

Komnata wydawała się płonąć, a ja z trudem wykrztusiłem imię Zeke’a, nakłaniając go do naciśnięcia przycisku, aby to zakończyć. Jego wychudzona ręka, pozbawiona ciała, raz, dwa razy chwyciła się ZATRZYMANIA, spadając o cal, zanim jego ciało rozpadło się na wirujące, spalone pomarańczowe cząstki.

Z adrenaliną rosnącą i moimi wnętrznościami wciąż targanymi przez ogon miażdżącego orgazmu, moja uwaga skupiła się na portalu. Cienie roiły się z królestwa, które otworzyliśmy, nurkując i smagając miedziane fragmenty moich kolegów w minicyklonach wszędzie. Nasze ciała zaczęły się przekształcać wokół oszustów, opalizujących i eterycznych sobowtórów. Balet był równie urzekający, co przerażający, i pozwoliłam, by obraz mężczyzny przyjmującego moją tożsamość wypalił się w moim mózgu, zanim cienie i ciepło pochłonęły również moje krzyki.

~Oo~

Sprawdź:   Golić

Jestem głodem. Jestem światłem gwiazd. Zamiatając od duszy do duszy, karmiąc się stłumioną energią seksualną. Uosabiam potrzeby. Dostarcz ostateczne wydanie. Uczyć się. Konsumować. Wchłonąć. Pójść dalej.

Zapinam fartuch laboratoryjny i poklepuję plakietkę z nazwiskiem. Wychodź z pokoju przed moimi kolegami, zostawiając popioły wirujące w zwęglonym pokoju.

Po zamknięciu drzwi zatrzymuję się w przejściu. Wyprostuj podbródek. Patrz przed siebie, szmaragdowe oczy błyszczą.

Kto następny?

Inne opowowiadania:

Jak bardzo podobała Ci się historia?

Kliknij w gwiazdkę, aby ocenić!

Średnia ocena: 0 / 5. Liczba głosów: 0

Brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni to opowiadanie.